blog o zmaganiu się Zorki - berneńskiego psa pasterskiego - z chorobą
RSS
piątek, 30 grudnia 2011

był to rok trudny dla mnie, smutny i bolesny. cieszę się, że się kończy, bo już jego koniec zapowiada nowy początek: zakończyłam również moje sprawy osobiste, które ciągnęły się przez wiele miesięcy. to wszystko oznacza, że przyjdzie nowe, inne i wierzę, że lepsze:-)

chciałam WAM DRODZY KOMENTUJĄCY bardzo podziękować za wsparcie, słowa otuchy i nasze małe radości, kiedy Zorci poprawiało się samopoczucie.

z całego serca chciałam podziękować PANU Z. za jego oddanie! dzięki jego trosce i opiece Zorcia była ze mną dłużej, w świetnej pomimo wszystko kondycji. Zorci cofnął się nowotwór ale nie wytrzymało serce. w wieku do dwóch lat przeszła 4 narkozy i babeszjozę. a po wykryciu chłoniaka, do Pana Z. trafiłam w ostatniej fazie czyli zbyt późno. pewnie tak musiało być. najbardziej cieszę się z tego, że dzięki Zorci w ogóle Pana Z. poznałam i nadal będziemy w kontakcie   

p o n i e w a ż :

w 2012 powitam w moich skromnych progach moją drugą w życiu BERNUSIĘ!!! nie wiem, skąd do mnie przybędzie i nie wiem kiedy, ale wiem na pewno, że moje życie bez berneńskiego psa pasterskiego jest niepełne!

życzę Wam i Waszym ukochanym psiakom zdrówka przede wszystkim, a następnie zawsze pełnej michy dla jednych, i radości czochrania dla obydwu, i jeszcze życzę szalonych zabaw, zimowych gonitw w śniegu, błogiego leniuchowania w letnie dni, spacerów w wiosenne deszcze i poszukiwania skarbów w jesiennych liściach.

bardzo cieszę się, że Was poznałam i mam nadzieję, że znów się spotkamy, choć tym razem na innym blogu, który zacznę pisać kiedy przybędzie do mnie trikolorowe futerko. jakie imię  będzie w tytule nowego blogu? tego dziś nie wiem. to się okaże, kiedy spojrzę w migdałowe oczy, które powierzą mi swój bernusiowy żywocik.

14:11, panizorki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 27 grudnia 2011

święta minęły. wigilia była najsmutniejsza. pierwszy dzień świąt - odretwienie. nie poszłam nawet na spacer. drugi dzień świąt - tarmoszenia psiaków znajomych - radość nie do opisania!

dziś rano zmarła moja babcia.

niech ten rok już się skończy. jeszcze kilka dni.

16:13, panizorki
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 grudnia 2011

kolejny dzień pełen poszukiwań we własnej duszy i nowego futerka. brakuje mi tricolorku ale nie jestem jeszcze gotowa na nowe. szukam w sobie wytłumaczenia a powinna dać sobie czas. kiedyś czasu brakowało teraz płynie zbyt wolno.

te święta chciałabym spędzić spokojnie. radości będzie nie wiele ale znajdzie się czas na przeczytanie zaległych czasopism, odwiedzenie przyjaciół, wytarmoszenie ich psiaków.

życie toczy się dalej.

13:41, panizorki
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 grudnia 2011

jest dla mnie gorszy od poprzedniego. wczoraj miałam jeszcze jakieś sprawy do załatwienia, dziś już nie.

dzisiaj rano kupiłam małą choinkę, którą postawię w oknie, na parapecie. takie miałam plany, kiedy Zorcia jeszcze była. to był pomysł, że jeżeli znów przestanie widzieć, choinka nie będzie dla niej przeszkodą. i tak niech zostanie chociaż, ta sytuacja znów przypomni mi, że miało być jej łatwiej poruszać się po pokoju. jednak nie umiałam inaczej postąpić.

***

cisza trwa i nie potrafię się w niej odnaleźć. myślę o nowej bernusi. nie wiem, czy z hodowli, czy z adopcji. chciałam kilka dni odpocząć - nie wiem czy wytrwam. dla własnego dobra powinnam kupić szczeniaczka z dobrej hodowli. ale co z tymi pozostałymi, niechcianymi, wysprzedawanymi jak na przecenach? jaki będzie ich los? z drugiej strony, każdemu bernusiowi może się coś przytrafić. myślę o tym i nie znajduję odpowiedzi. może sama nadejdzie....  

boję się tylko tych najbliższych dni. będą długie, wolne od pracy i smutne. a ja chciałabym zobaczyć takie migdałki, w które się zapadnę, które mnie pochłoną i które powiedzą: "teraz mnie kochaj". na takie oczy czekam i nie wiem tylko, gdzie ich szukać?

13:41, panizorki
Link Komentarze (2) »
środa, 21 grudnia 2011

... jest trudny inaczej. bo teraz już wszystko zostało określone. należy coś wynieść, wyrzucić, spalić lub... schować w oczekiwaniu, że kiedyś się przyda.

cisza jest nie do zniesienia. muszę ją przerwać, nie wiem jeszcze kiedy ale.. chciałabym Was o tym powiadomić.

chciałabym nadal pisać blog, może dalej ten sam, może inny, ponieważ będą pani"inna".

 

08:58, panizorki
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 grudnia 2011

w grudniowy poranek
20.12.2011 o godz. 07:15
po ciężkiej chorobie, w domowym zaciszu, ze spokojem na pysku
odeszła moja Zorka


Zorka  27.05.2007-20.12.2011 

na zawsze pozostanie w mojej duszy

19:02, panizorki
Link Komentarze (4) »

Millicent Bobleter "Sąd Ostateczny":

Dokąd idą psy gdy odchodzą?
No bo jeśli nie idą do nieba
To przepraszam Cię Panie Boże
Mnie tam także iść nie potrzeba.

Ja proszę na inny przystanek
Tam gdzie merda stado ogonów
Zrezygnuję z anielskich chórów
Tudzież innych nagród nieboskłonu.

W moim niebie będą miękkie sierści
Nosy, łapy, ogony i kły
W moim niebie będę znowu głaskać
Moje wszystkie pożegnane psy.

11:22, panizorki
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 19 grudnia 2011

niedziela minęła leniwie i ... małowidząco. Zorce znów pogorszył się wzrok, chwilami nawet nie widziała wcale. apetytu nadal brak, ziółka połykamy, ale Zorcia już przestaje mnie lubić, kiedy po prośbach zaczynam wpychac je siłą do jej paszczy. nie było spaceru, było za to polegiwanie na podłodze. była również podróż samochodem do Pana Z., który został wspaniale przywitany machającym ogonem ale gdzie trudno byó dotrzeć - Zorcia nie widziała schodków, wpadła na drzwi. najsympatyczniejsze jest to, że po całym dniu dyszenia, w końcu, po wizycie spokojnie usnęła w samochodzie. a potem prawie spokojnie przespała noc.

trwamy w wierze, że aby to wszystko wróciło do jako takiej normy, musimy jeszcze trochę powalczyć. walczy Zorcia, którą wspieramy. nie mówię jej, że jest świetnie, ale że damy sobie radę. jesteśmy razem i otaczają nas ludzie, którzy bardzo nam pomagają. nie możemy ich zawieźć.

19:54, panizorki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 grudnia 2011

moje nadzieje związane z weekendem nie do końca się sprawdziły. śniadania: odmówiła, spacer: odmówiła, piłka w ogródku: odmówiła. przytulanki: to zawsze w dużej dawce. pokręciłam się zatem po ogródku, zagadując do niej i miziając co chwilę. kolacja  po południu była ekwilibrystyką: w końcu udało się przemycić do paszy jakieś 3-4 garści chrupek! sukces! wieczór spędziłyśmy na sprawdzaniu pudeł ze świątecznymi dekoracjami. Zorka leniwie co jakiś czas otwierała lekko oczy. "nudy" myślała i wracała do swojej krainy drzemki ale dla mnie i tak wieczór był wspaniały:-) noc minęła normalnie, ponieważ przyzwyczaiłam się do kilkukrotnego wstawania. nadal wierzę, że to chwilowe zawirowanie.

13:04, panizorki
Link Komentarze (3) »

piątek bez zmian. trochę się przyzwyczajamy ale wyczekujemy lepszych dni. ewidentnie Zorka jest smutna. nie chce jeść. tak sobie trwa w swoim świecie. ale reaguje na słowa uspokojenia. kiedy zrywa się w nocy przestraszona, że trudno jej się oddycha, słowa i dotyk powodują, że kładzie się i oddycha spokojniej. już nie mogę doczekać się weekendu - może trochę ją rozruszam?

12:55, panizorki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Www.e-bernenczyki.pl/index.php?page=zorka